Aivanhov | Ku cywilizacji slonca | Buch | 978-3-89515-401-0 | www.sack.de

Buch, Polish, Band 42-201, 136 Seiten, Format (B × H): 120 mm x 190 mm, Gewicht: 153 g

Reihe: Izvor

Aivanhov

Ku cywilizacji slonca


1th Auflage
ISBN: 978-3-89515-401-0
Verlag: Prosveta Verlag Gmbh

Buch, Polish, Band 42-201, 136 Seiten, Format (B × H): 120 mm x 190 mm, Gewicht: 153 g

Reihe: Izvor

ISBN: 978-3-89515-401-0
Verlag: Prosveta Verlag Gmbh


Jesli chcecie miec dobroczynny wplyw na ludzi, wchodzcie kazdego dnia w kontakt ze sloncem, aby otrzymywac od niego pewne czasteczki, które przekazecie innym. Jedynie slonce ma moc obdarowywania ludzi najlepszymi sklonnosciami. Dopóki nie ma sie tego wzoru ciepla i swiatla pozwala sie na dojscie do glosu nizszym sklonnosciom. Zobaczcie, co sie dzieje na swiecie: widzi sie tylko ludzi chcacych wykorzystywac innych, podporzadkowywac ich sobie i niszczyc. Wszystko to nie jest chwalebne! Podczas gdy tu wobec slonca, macie do czynienia z wizerunkiem istoty promieniujacej, wspanialomyslnej i to wywiera na was wplyw. Przyjmujac nawet, ze nie byloby ono tworem inteligentnym i rozsadnym, w sensie, w jakim rozumiemy to zazwyczaj, kontakt z jego swiatlem i jego cieplem, moze was tylko zainspirowac do bardziej szczodrych mysli i braterskich uczuc.

Aivanhov Ku cywilizacji slonca jetzt bestellen!

Autoren/Hrsg.


Weitere Infos & Material


1. Slonce, inicjator cywilizacji
2. Joga sloneczna
3. W poszukiwaniu centrum
4. Slonce zywiciel
5. Splot sloneczny
6. Czlowiek na obraz slonca
7. Duchy siedmiu swiatel
8. Slonce jako wzór
9. Prawdziwa religia sloneczna


1. Slonce, inicjator cywilizacji

Kiedy slonce wschodzi rozsyla swoje swiatlo, cieplo, zycie i to swiatlo, cieplo i zycie przynaglaja ludzi do wstawania, a takze do pójscia do pracy. Niektórzy ida do biura, fabryki, do pola, inni otwieraja sklepy. Dzieci ida do szkoly. Ulice pelne sa zgielku ludzi i krazacych samochodów... Wieczór, kiedy slonce zachodzi zamyka sie sklepy, opuszcza biura, wraca sie do domu i prosze... Do lózka! Slonce rytmizuje zycie ludzi i to ono takze bylo inicjatorem kultury i cywilizacji.
Niekiedy stawia sie pytanie: kim jest ten pierwszy, który nauczyl ludzi pisma, rolnictwa, poslugiwania sie ogniem czy niektórymi narzedziami i wymienia sie tego czy tamtego, ale w rzeczywistosci poczatkiem wszystkich odkryc bylo slonce. Powiecie, ze to nie jest mozliwe, gdyz slonce nie posiada inteligencji, nie ma mózgu, aby myslec, ani ust, by mówic. A wiec wedlug was tylko ludzie-ignoranci byliby inteligentni, a ten, dzieki któremu jest mozliwe cale zycie na ziemi nie jest inteligentny!...
Otóz, to slonce pierwsze przynioslo czlowiekowi wiedze. Jak? To bardzo proste do zrozumienia, poniewaz slonce daje nam swiatlo, dzieki któremu mozemy widziec przedmioty, ksztalty, rzezby, kolory, odleglosci. To dzieki temu swiatlu mozemy orientowac sie, obserwowac, porównywac, liczyc. Bez swiatla zadna wiedza nie jest mozliwa. Cóz mozemy poznac w ciemnosci? Nic.
A teraz, jesli zapytam, kto przyniósl religie? Niektórzy, uwazajacy sie za wielkich filozofów odpowiedza mi, ze to strach, strach ludzi przed silami natury. Nie, to jest bardzo ograniczony punkt widzenia. To slonce stworzylo religie: dajac ludziom cieplo wytworzylo w nich potrzebe radosci, kochania, uwielbienia. W zimnie nie mogliby odczuwac milosci, ale ogrzejcie tylko kogos, wtedy rozkwita, czuje sie dobrze i zaczyna kochac. Oto jak pojawila sie religia: dzieki cieplu. Ta religia moze byc najpierw miloscia do mezczyzny, kobiety albo zwierzecia: psa, kota, kaczki... Nie wazne, jaki jest poczatek. Pewnego dnia milosc wzniesie sie do Mistrza wszechswiata, do Pana.
W koncu inicjatorem sztuki takze bylo slonce, bo przynioslo zycie. Jesli czlowiek posiada zycie zaczyna chciec sie ruszac, dzialac, wyrazac i oto pojawia sie taniec, spiew, malarstwo, rzezba. Sztuka zaczyna sie wraz z zyciem. Popatrzcie na dzieci: poruszaja sie, krzycza, bazgraja... Ich krzyk to poczatek muzyki; ich bazgroly to poczatek malowania; ich male piaskowe babki to poczatek rzezby; ich male domki to poczatek architektury; a wszystkie male ruchy to poczatek tanca. Tak, sztuka zaczyna sie z zyciem, a zycie przychodzi ze slonca.
Jak artysta móglby cokolwiek stworzyc, gdyby swiat byl pograzony w ciemnosci? Skad wzialby swoje wzory? Kto dalby mu wyobrazenie ruchu, ksztaltów, kolorów? Powiedzialem do malarzy: „Malujecie obrazy, ale kto dal wam kolory? Czy to wy je wytworzyliscie? Nie. Poprzez mineraly i rosliny, których sa kondensacja, slonce dalo wam kolory, czy pomysleliscie o tym?” Nigdy malarze nie zwracali sie z wdziecznoscia do slonca, które karmi ich kolorami, a nawet bardzo rzadko przedstawiaja slonce w swoich obrazach.
Poniewaz slonce przynosi swiatlo, cieplo i zycie, jest wiec inicjatorem nauki, religii i sztuki, a jednak jest ostatnim, które ludzie kochaja i szanuja. A wiec ja jestem adwokatem slonca i dopominam sie jego rehabilitacji! Jestem oburzony, kiedy widze jak go traktuja: stawiaja pomniki oszustom, a nigdy sloncu! a jednak jest ono pierwsza przyczyna, zródlem wszystkich rzeczy. Od niego pochodza: ziemia i inne planety, ono dalo im poczatek. Dlatego ziemia zawiera te same elementy, co slonce, ale w stanie stalym, skondensowanym. Mineraly, metale, kamienie szlachetne planety, gazy, ciala subtelne albo stezone, które znajduja sie w ziemi, w wodzie, w powietrzu i w planie eterycznym, pochodza ze slonca. Na przyklad zloto, które ludzie tak cenia, iz aby je posiadac zdolni sa do popelnienia przestepstwa... Zloto jest utworzone ze slonca, bowiem tak samo jak istnieja na ziemi fabryki, gdzie wytwarza sie róznego rodzaju produkty i przedmioty, tak samo pod ziemia dzialaja fabryki, w których pracuja miliony istot i to one kondensujac swiatlo sloneczne wytwarzaja zloto.
Powiecie: „Jak zloto moze byc kondensacja swiatla slonecznego?” Zeby bylo to jasniejsze wezmy przypadek drzewa. Drzewa, a szczegól¬nie niektóre z nich jak: sosny, swierki, deby, orzechy wydaja sie byc materialem wyjatkowo zwartym, twardym, jako ze mozna z nich budowac domy, okrety itp. Drzewo rodzi sie w ziemi jest wiec uwazane za wytwór ziemi. No tak, ale to jest blad: drzewo jest utworzone ze swiatla slonca. Wezcie najwieksze drzewo, jakie by bylo i spalcie go: wychodza z niego plomienie, niezliczona ilosc wspanialych plomieni, mniejsza ilosc gazu, jeszcze mniej pary wodnej; w koncu pozostaje na ziemi mala garstka popiolu: oto ziemia.
Drzewo jest utworzone z ziemi, wody, powietrza i ognia, ale to ogien, promienie sloneczne przenikaja go w najwiekszej czesci. Drzewo nie jest wiec z ziemi, ale ze skondensowanego swiatla slonecznego. Zreszta, kiedy pójdziecie do niektórych lasów, takich jak ja widzialem w Indiach, Cejlonie, Stanach Zjednoczonych w Kanadzie czy w Szwecji, mozecie stwierdzic, ze te drzewa, które zawieraja miliardy, miliardy ton nie zostaly utworzone na poziomie ziemi; jesli mialyby czerpac z ziemi elementy, które sie na nie skladaja, ziemia musialaby sie zaglebic dziesiatki czy setki metrów. Oto jeszcze dowód, ze drzewo jest kondensacja swiatla slonecznego. A jesli drzewa otrzymuja i materializuja w ten sposób promienie sloneczne, dlaczego niektóre istoty, które pracuja pod ziemia nie moglyby tak dzialac, aby wytwarzac zloto?... Tak, jest tu cos do przemyslenia.
Pewnego dnia poznalem kogos, kogo wielka pasja bylo znalezienie zlota. Wyposazyl sie we wszystkie mozliwe ksiazki o skarbach, a takze o praktykach magicznych, które pozwolilyby mu je odkryc. Przez pewien czas pozostawilem go nic mu nie mówiac (oczywiscie nic nie znalazl), a potem pewnego dnia spytalem go: „Dlaczego umizga sie pan do pokojówki zamiast próbowac zdobyc przyjazn kasztelanki?” Oburzyl sie: „Ja? Alez ja jestem zonaty i nie umizgam sie do nikogo. Dobrze wiem, ze jest pan zonaty i jest pan wiernym mezem, ale jednak widze, ze próbuje pan uwodzic pokojówke”.
Ciagle nie rozumial, wiec wytlumaczylem mu: „Szuka pan zlota, ale zloto jest tylko pokojówka. Kasztelanka jest swiatlo slonca, którego kondensacja we wnetrzu ziemi dala zloto. A kiedy kasztelanka widzi, ze zamiast próbowac uzyskac jej wdzieki, spojrzenia, usmiechy, biega pan za pokojówka, wówczas broni sie i zamyka panu drzwi. Odtad niech sie pan zwraca bezposrednio do kasztelanki, swiatla slonca, stara sie go pokochac, zrozumiec, przyciagnac jego dobrodziejstwa, a pewnego dnia zloto sie pojawi. Dlaczego nie zwraca sie pan o wiele wyzej? Jesli jest pan przyjacielem króla, wszystkie powody beda uwzglednione. Ale jesli zdobyl pan przyjazn dozorczyni i pozostanie pan z nia, innych pan nie pozna”. Byl zaskoczony: „Zrozumialem” – powiedzial. Ale ja nie wierze, poniewaz w dalszym ciagu puszczal oko do pokojówki!
Nie tylko zloto jest kondensacja swiatla slonecznego, ale takze wegiel, benzyna, drzewa i wszystkie materialy, z których robi sie róznego rodzaju przedmioty. Wszystko, co produkuje przemysl nawet ubrania, które nosimy wszystko wytworzylo slonce. Cala ekonomia jest oparta na produktach ze slonca, ale o sloncu sie zapomina. Lekcewazy sie Stwórce by gonic za skórkami, obierzynami, zgorzelina jego stworzenia. Jest cos blednego w rozumowaniu ludzi i w tym jest zródlo ich najwiekszych nieszczesc, bo jesli pomija sie cos najwazniejszego dla drugorzednego, centrum dla peryferii, mozna tylko rozbic sobie glowe i to sie ludziom zdarza. Dlatego teraz trzeba, zeby oddali pierwsze miejsce temu, kto jest przyczyna wszystkiego: sloncu. Najpierw sytuacja wyprostuje sie w ich glowie, potem w spoleczenstwie i wszystko sie poprawi. Powiecie: „Ale w jaki sposób szanowanie slonca moze miec podobne konsekwencje? To tylko szczegól”. Tak, to wydaje sie byc tylko szczególem, ale z czasem przemiana wartosci spowoduje niezwykle powazne konsekwencje i skompliko¬wane nastepstwa we wszystkich dziedzinach zycia.

Wystarczy tylko troche sie zastanowic, aby zrozumiec, ze slonce jest zródlem wszystkiego, co istnieje na naszej ziemi. Zapytajcie je, aby wam wytlumaczylo jak medytowalo, pracowalo, zeby ludzie mogli zyc, jak im przygotowalo odpowiednie warunki atmosferyczne, temperature... Jak dostarczalo swiatla, ciepla, zeby moglo powstac zycie. Najpierw pojawila sie roslinnosc, potem ryby, ptaki, ssaki, w koncu czlowiek. To slonce wszystko przygotowalo, zeby narodzila sie kultura i cywilizacja. I jeszcze jedno: to slonce bylo pierwszym agronomem, skoro to od niego zaczelo sie rozmieszczenie roslinnosci a takze krzyzowanie i jej rozkwit. To ono jest przyczyna nedzy albo bogactwa, glodu albo obfitosci.
Kiedy przybylem do Francji w roku 1937, powiedzialem, ze aby w przyszlosci wytwarzac energie, nie bedzie ludzkosci juz sluzyc ani drewno, ani wegiel, ani benzyna, tylko promienie sloneczne. Rzeczywiscie w owym czasie nie wierzono mi, ale teraz zaczyna mi sie przyznawac racje, gdyz coraz bardziej zdaje sie sobie sprawe, ze aktualnie wykorzystywane zródla energii wkrótce wyczerpia sie i bedzie sie zmuszonym zwrócic do zródel energii naturalnej, bardziej subtelnej, które sa niewyczerpane. W przyszlosci dzieki energii slonecznej bedzie sie oswietlac, ogrzewac, podrózowac... Nawet bedzie sie odzywiac swiatlem slonecznym.

Bez zycia slonca czlowiek nigdy nie móglby istniec, dzialac i pracowac. Bez jego ciepla nigdy nie móglby odczuwac wrazen. Bez swiatla nigdy nie móglby widziec i nie tylko widziec, ale rozumiec, skoro rozumienie nie jest niczym innym jak wyzsza wizja w dziedzinie intelektualnej.
Cieplo wzbudza wszystko, co dotyczy dziedziny serca: kontaktów, wymiany, milosci, przyjazni. To ono jest poczatkiem malzenstwa, rodziny, spoleczenstwa i wszystkich form zrzeszania sie. Jesli jestescie zimni ludzie was nie lubia, oddalaja sie, ale gdy jestescie ciepli przychodza sie przy was ogrzac i sa wam wdzieczni za to cieplo. Cieplo jest tym, co ludzi zbliza, co daje zdolnosc odczuwania, wzruszania, zachwycania sie, modlenia... Cieplo slonca jest wiec zródlem moralnosci i religii.
Oczywiscie, jesli powiecie to chrzescijanom, beda oburzeni, bo nie dostrzegaja waznosci slonca: dla nich najwazniejsza jest msza. A wiec pytam ich: „Gdyby slonca tam nie bylo, jak odprawialibyscie msze?” Kto móglby odprawiac msze w ciemnosci i w zimnie? Albo znalezc chleb i wino do komunii? Nie chce obnizac wartosci mszy, powiem wam tylko szczerze, ze wiem na ten temat o wiele wiecej niz wiekszosc ksiezy. Nauczyli sie odprawiac msze, ale nie znaja glebokiego, magicznego jej sensu. Ja go poznalem i dlatego mam dla mszy o wiele wiekszy szacunek niz sami chrzescijanie. Jednak zapytam ich: „Kto odprawi msze bez slonca?... I kto bedzie uczestniczyl w tej mszy?” Widzicie, ze nie pomysleli o tym.
A teraz jesli wam powiem, ze to swiatlo slonca pracujac nad naszym cialem fizycznym uformowalo nasze oczy, takze mi nie uwierzycie? Jednak jest to prawda. To slonce stworzylo nasze oczy. Dlaczego? Zeby byc postrzeganym... I dzieki swojemu cieplu pracowalo nad naszym cialem, zeby stworzyc organy odczuwania: serce, usta i przede wszystkim skóre, dotyk. Odkrylo, ze wrazliwosc na swiatlo powinna byc ograniczona tylko do oczu, podczas gdy cieplo powinno byc odczuwane na calej powierzchni ciala. Widzicie róznice... prawda, ze to jest interesujace?
Slonce zarzadza calym wszechswiatem: jest ono niczym dyrygent orkiestry, jak król na tronie. Kiedy podejmuje decyzje, daje tylko sygnal i wszystkie istoty, które poslal tu na ziemie, albo na inne planety, spiesza, by wypelnic jego rozkazy; zmieniaja cos w atmosferze, w pradach elektromagnetycznych i nastepuja róznego rodzaju zmiany w królestwie roslin, zwierzat, ludzi, w dziedzinach: biologii, psychologii, ekonomii, socjologii. Wszystko, co dzieje sie na ziemi jest sterowane przez slonce; erupcje i plamy sloneczne nie sa niczym innym jak sygnalami, które daje on calej hierarchii inteligencji zobowiazanej do wykonania swoich rozkazów.
Pewnego dnia nauka zaakceptuje moje idee; jest to niemozliwe, zeby do tego nie doszlo. Dlatego mówie uczonym: „Porzuccie wszystko, co studiujecie w waszych laboratoriach i zajmijcie sie sloncem. Wszystko jest tam, w sloncu: zdrowie, bogactwo i szczescie ludzkosci”. Powiecie, ze niektórzy astronomowie i fizycy studiuja slonce... Tak, wiem, znam badania, które prowadza uczeni we wszystkich krajach, a szczególnie w Stanach Zjednoczonych i w Rosji. Ale kiedy zarzucam nauce, ze nie zajmuje sie sloncem chce powiedziec, ze jeszcze naprawde nie zglebili tego, czym jest swiatlo sloneczne, a zwlaszcza tego jak czlowiek moze z nim pracowac, powodowac przenikanie nim, zeby sie oczyszczac, wzmacniac, regenerowac; zeby te promienie sloneczne, które przenikaja glebie oceanów (te, które pozwalaja niektórym rybom specjalnie wyposazonym, lapac i rozpraszac swiatlo), mogly takze i nas przenikac, a jesli wiemy jak je otrzymywac, zeby mogly uruchamiac niektóre centra, zaswiecac pewne lampy istniejace w nas od wiecznosci. Dla mnie – powiedzialem wam – promienie sloneczne sa jak male wagony wypelnione prowiantem, to znaczy elementami i energiami, z których czlowiek moze czerpac do woli dla swojego rozkwitu fizycznego i psychicznego. Wszystko to, czego czlowiek potrzebuje zawiera swiatlo sloneczne. Oto ogromna dziedzina do zbadania...


Omraam Mikhael Aivanhov (1900-1986), filozof, psycholog i pedagog bulgarskiego pochodzenia, od 1937 r. mieszkal we Francji. Prowadzil tam liczne wyklady na wszystkie tematy dotyczace ludzi. Pomógl im lepiej poznac siebie, rozwinac sie, nadac sens swojemu zyciu i latwiej sobie z nim radzic.



Ihre Fragen, Wünsche oder Anmerkungen
Vorname*
Nachname*
Ihre E-Mail-Adresse*
Kundennr.
Ihre Nachricht*
Lediglich mit * gekennzeichnete Felder sind Pflichtfelder.
Wenn Sie die im Kontaktformular eingegebenen Daten durch Klick auf den nachfolgenden Button übersenden, erklären Sie sich damit einverstanden, dass wir Ihr Angaben für die Beantwortung Ihrer Anfrage verwenden. Selbstverständlich werden Ihre Daten vertraulich behandelt und nicht an Dritte weitergegeben. Sie können der Verwendung Ihrer Daten jederzeit widersprechen. Das Datenhandling bei Sack Fachmedien erklären wir Ihnen in unserer Datenschutzerklärung.