Curant | Ranczo - opowiadanie erotyczne | E-Book | www.sack.de
E-Book

E-Book, Polish, 29 Seiten

Curant Ranczo - opowiadanie erotyczne


1. Auflage 2022
ISBN: 978-87-28-28020-1
Verlag: LUST
Format: EPUB
Kopierschutz: 6 - ePub Watermark

E-Book, Polish, 29 Seiten

ISBN: 978-87-28-28020-1
Verlag: LUST
Format: EPUB
Kopierschutz: 6 - ePub Watermark



Ona jest dzika, nieposkromiona i mo?e troch? szalona, on w swoich eleganckich ubraniach wydaje si? tutaj nie na miejscu. Dwa silne charaktery, dwa ró?ne ?wiaty. Laura ma ranczo, konie, organizuje rajdy, a praca w stajni nie jest dla niej niczym niezwyk?ym. Pawe? na wie? przyjecha? dla córki, ale jego ?ycie nie ma nic wspólnego z prac? fizyczn?. Po co tak naprawd? si? tam przeprowadzi?? Kim jest i dlaczego pewne rzeczy nie s? takie, jak z pozoru mog?oby si? wydawa?? Pragnienie i po??danie potrafi? za?lepi?, ale co si? stanie w momencie, gdy Laura dowie si? o nim prawdy? I jakich wyborów oboje dokonaj?? To opowie?? o ró?nicach i mi?o?ci, która zdaje si? nie patrze? na nic...-

Catrina Curant to pseudonim artystyczny polskiej pisarki. Eksperymentowanie w ?ó?ku, szukanie nowych dozna? i odkrywanie swojej natury jest dla niej czym? naturalnym. Pisuje felietony na portalu erotycznym, odwiedza lokale swingerskie i bywa na pokazach BDSM. Fascynuje j? japo?ska sztuka Shibari, a w swoich tekstach stara si? ??czy? mistycyzm z erotyk? i naturalnym ludzkim d??eniem do spe?niania pragnie?. Nie uznaje tematów tabu, a seksualno?? cz?owieka jest pasj? jej ?ycia.
Curant Ranczo - opowiadanie erotyczne jetzt bestellen!

Autoren/Hrsg.


Weitere Infos & Material


Rozdzial I: Dzikie namietnosci


Samochód podjechal wieczorem, mial wielki napis „Przeprowadzki NA-RAZ” i firma widocznie brala sobie to haslo mocno do serca. Laura patrzyla zaciekawiona przez okno, zgasila swiatlo, aby nie bylo tak mocno widac, ze jest ciekawska. Dom stal pusty od roku – od kiedy pani Majerska umarla, a jej dzieci nie mogly dogadac sie, które z nich ma przejac nieruchomosc. W koncu jednak pojawila sie tabliczka „na sprzedaz”, która zniknela w ciagu tygodnia, potem zaczely sie remonty, ale wlasciciela do tej pory Laura nie widziala.

– Moze dac ci lunete?

Podskoczyla. Jej ojciec jak zwykle skradal sie tak cicho, jakby byl duchem. Uderzyla go lokciem.

– Ej, nie jestes ciekaw? – zapytala i z lekkim zalem odsunela sie od okna.

– Jestem, ale nie jestem wscibski – mruknal jej staruszek i zapalil swiatlo.

– Zastanawiam sie tylko, kto z wlasnej woli kupuje dom na takim wygnajewie. – Wzruszyla ramionami i nastawila wode na herbate.

– Tak mi sie wydaje, ze jakos nie zbieralas sie do wyprowadzki. – Mezczyzna otworzyl lodówke i wyjal piwo. Mial siwe wlosy, idealnie prosta sylwetke, byl niski, chudy.

– Bo nie mialby kto robic ci kolacji. – Zasmiala sie i pokrecila glowa. Stary nie skomentowal. Oboje wiedzieli, ze zadne z nich nawet nie myslalo o tym, by kiedykolwiek wyprowadzic sie z Wilczej Osady. Dziewczyna postawila przy jego fotelu herbate i dwie kanapki, pocalowala mezczyzne w czolo, a potem wlozyla kurtke i wyszla z domu. Byla dwudziesta druga, ale dla niej dzien jeszcze nie dobiegal konca. Podgladanie sasiada to jedno, ale prawda byla taka, ze lubila sprawdzic wszystko jeszcze raz, zanim pozwoli sobie na odpoczynek. W stajni miala trzydziesci koni, polowa byla tu w ramach hotelu, reszta nalezala do niej. Za dwa tygodnie rozpoczynala kolejne rajdy, a do tego czasu prowadzila standardowe lekcje. Dwie klacze byly zrebne, ale do rozwiazania zostalo jeszcze troche czasu. Przeszla specjalnie przodem domu, ale oprócz ekipy od mebli nie zauwazyla nikogo, kto mógl byc nowym wlascicielem sasiedniego gospodarstwa. Zalowala, ze nie bylo jej stac na odkupienie domu i terenu, ale nie chciala sprzedawac zadnego z koni. Nie umialaby. Pchnela furte i poszla w strone zabudowan gospodarczych. Lubila zapach stajni, siana, zwierzat, uspokajal ja, byl zapachem dziecinstwa, matki. Stracili ja z ojcem trzy lata wczesniej, rak zabral ja, zanim zdazyla osiwiec, zrobil to szybko, brutalnie. Laura nie zdazyla sie z tym pogodzic, nie zdazyla sie pozegnac. W jednej chwili jej mama sie smiala, w kolejnej trumna zjezdzala do ziemi, pokazujac, jak bardzo ulotne jest zycie, jak beznadziejnie krótkie. Kon zarzal, a ona odwrócila sie gwaltownie. Meskie rece objely ja w pasie i przyciagnely.

– Spóznilas sie – mruknal mezczyzna w jej usta, a potem pocalowal mocno, zaborczo. Oddala pocalunek. Jego zarost byl przyprószony siwizna, twardy, lubila to, zawsze podobali jej sie starsi mezczyzni.

– Wystraszyles mnie. – Uderzyla go piescia w piers, a potem przyciagnela do siebie i pocalowala jeszcze mocniej. Rozpiela mu koszule goraczkowo i podniosla rece do góry, pomagajac mu sciagnac bluzke, pod która byla naga. Miala male piersi, czasem smiala sie, ze to takie A+. Doceniala je za to, ze nie wymagaly biustonosza i nie przeszkadzaly przy jezdzie konnej, ale zdarzalo sie, ze patrzyla na kobiety z zazdroscia. Sporo czasu walczyla z przezwiskiem „Deska”, a dopiero po liceum jej biodra nabraly bardziej kobiecych ksztaltów i pojawil sie tylek, sprawiajac, ze spodnie z niej nie spadaly.

– Chodz, w trzecim boksie jest swieze siano. – Pociagnela go za reke i juz po chwili jej palce walczyly z jego paskiem. Mezczyzna upadl na siano ze smiechem, a ona opuscila mu spodnie i wyciagnela penisa – byl gotów, twardy, zylasty. Jej usta rozciagnely sie w usmiech.

– No dawaj, mam pól godziny. – Wciagnal ja na siebie, a ona dosiadla go jak ogiera. Pod spódnica byla naga, jej cipka byla gotowa, mokra i chetna. Zaczela go ujezdzac, najpierw wolno – stepa, a potem coraz szybciej, przechodzac w swoisty galop. Konie w sasiednich boksach rzaly, a ja to nakrecalo. Seks w stajni, na dziko, z sianem wbijajacym sie w skóre. Panowal gorac i zaduch, jej cialo bylo wilgotne od potu, kolana wbijaly sie w wysuszona trawe, a biodra podnosily i opadaly, jej cipka wchlaniala w siebie jego penisa, szybko, mocno. Dyszal coraz glosniej, ona pozwolila sobie na jek.

– Kurwa, Laura – wystekal jej kochanek, wyciagnal reke i zlapal ja za piers, mial duze, spracowane dlonie. Scisnal mocno, brutalnie i tlamsil ja, ugniatal, jakby sam nie do konca wiedzial, co z nimi robic. W koncu zlapal za sutek i wykrecil go mocno, tak ze krzyknela w ekstazie. Poruszala sie na nim coraz szybciej, jej palce wbijaly sie w jego owlosiona, potezna klate. Jej cialo bylo opalone, naturalna opalenizna osoby, która przebywa na dworze, dlugie wlosy spadaly kaskada na plecy, puszczone teraz luzem, w pólmroku wygladala jak istota nie z tego swiata, jak boginka – mitologiczne stworzenie, które wyszlo z lasów i zakradlo sie w ludzkie siedziby. Miala ostre rysy twarzy, oczy lekko skosne, jakby w jej zylach plynela krew z dodatkiem kilku kropli genów ludów ze wschodu. Podnosila sie i opadala na penisie, zwiekszala rytm, by zaraz go zwolnic, w pelni swiadoma swoich ruchów, wladcza, kobieta, która posiadla mezczyzne, na chwile, na moment. Material spódnicy zaslanial sam akt, material byl zwiewny, lekki, podnosil sie i opadal bajecznie. Przymknela oczy, byla ona, mezczyzna, zapach siana i koni, zapach ich potu, zapach seksu.

– Pierdole – jeknal i zlapal ja za biodra, dociskajac do siebie. – Zwolnij – wydusil, a ona zasmiala sie cicho i zeszla. Zrobila trzy taneczne kroki i wypiela sie, opierajac o drewniany boks. Slyszala, jak sapie, zlapal ja w pasie i zaczal pieprzyc mocno, wpychajac kutasa po same jadra. Obraz sie zmienil – teraz z suknia narzucona na plecy, z twarza docisnieta do sciany i z nagimi posladkami, pieprzona mocno i dziko to ona wygladala na niewinna, a on zdawal sie dzikusem z lasu, na wpól czlowiekiem. Mial mocno owlosione nogi, niczym satyr, byl mocny w barach, duzy, zachlanny.

– Pierdole, jebiesz sie jak suka – warknal nagle i uderzyl ja w odsloniety posladek, zostawiajac slad, a potem zacharczal, docisnal do niej biodra i doszedl. Stal tak przez chwile, sciskajac dalej jej piers i dyszac. – Wykonczysz mnie, dziewczyno. – Wyszedl z niej wolno, pokrecil glowa. Odwrócila sie i opuscila spódnice, przeciagnela dlonia po jego mocno owlosionej klacie. Byl od niej duzo starszy, w wieku jej ojca. Pracowal w stajni od lat, a od smierci mamy miala z nim romans, chociaz doskonale wiedziala, ze to troche za duzo...



Ihre Fragen, Wünsche oder Anmerkungen
Vorname*
Nachname*
Ihre E-Mail-Adresse*
Kundennr.
Ihre Nachricht*
Lediglich mit * gekennzeichnete Felder sind Pflichtfelder.
Wenn Sie die im Kontaktformular eingegebenen Daten durch Klick auf den nachfolgenden Button übersenden, erklären Sie sich damit einverstanden, dass wir Ihr Angaben für die Beantwortung Ihrer Anfrage verwenden. Selbstverständlich werden Ihre Daten vertraulich behandelt und nicht an Dritte weitergegeben. Sie können der Verwendung Ihrer Daten jederzeit widersprechen. Das Datenhandling bei Sack Fachmedien erklären wir Ihnen in unserer Datenschutzerklärung.