E-Book, Polish, 120 Seiten
Reihe: Sherlock Holmes
Doyle Pies Baskerville'ów
1. Auflage 2018
ISBN: 978-87-26-09736-8
Verlag: SAGA Egmont
Format: EPUB
Kopierschutz: 6 - ePub Watermark
E-Book, Polish, 120 Seiten
Reihe: Sherlock Holmes
ISBN: 978-87-26-09736-8
Verlag: SAGA Egmont
Format: EPUB
Kopierschutz: 6 - ePub Watermark
Kl?twa wisz?ca nad rodem Baskerville'ów zbiera kolejne ?niwo. Nie ?yje Sir Karol, a miejscowi powtarzaj?, ?e za jego ?mierci? stoi grasuj?ca na wrzosowiskach hrabstwa Devon bestia. Legenda g?osi, ?e za tajemnicze morderstwa odpowiada jeden z cz?onków rodu - Henryk Baskerville, który zaprzeda? dusz? diab?u, ?ci?gaj?c kl?tw? na ca?? rodzin?. Rozwik?ania zagadki podejmuje si? najs?ynniejszy detektywistyczny duet - Sherlock Holmes i jego wierny pomocnik Doktor Watson. Gdy w rodzinnej rezydencji Henryka detektywi trafiaj? na ?lad zbieg?ego z wi?zienia przest?pcy sprawa wydaje si? bliska rozwi?zania. Ale w nied?ugim czasie podejrzany ginie, najwyra?niej rozszarpany przez dzikie zwierz?. Czy Sir Henryk, kolejny cz?onek rodziny Baskerville'ów mo?e czu? si? bezpieczny? Sytuacja znacznie si? komplikuje, a tajemnic? kl?twy mo?e rozwik?a? tylko Sherlock Holmes. Pies Baskerville'ów to jedna z najbardziej znanych powie?ci o Sherlocku Holmesie, która doczeka?a si? ekranizacji kinowych (z Peterem Cushingiem w roli g?ównej - 1959) oraz telewizyjnych (z Jeremym Brettem - 1988 oraz z Matem Frewerem - 2000). Sherlock Holmes to najbardziej znany detektyw stworzony przez angielskiego pisarza Arthura Conana Doyle'a. Stary kawaler, wiecznie trzymaj?cy fajk? w ustach, rozwi?zuje przedziwne zagadki kryminalne. Do mistrzostwa opanowa? drog? dedukcji, dzi?ki której na podstawie najdrobniejszych szczegó?ów potrafi wyci?gn?? w?a?ciwe wnioski.Wspó?towarzyszem przygód i nieocenionym wsparciem dla Holmesa jest doktor Watson. Wspólnie tworz? jeden z najbardziej rozpoznawanych duetów na ?wiecie. Na podstawie serii opowiada? i powie?ci o przygodach Sherlocka Holmesa powsta?o wiele filmów i seriali. Najwi?ksz? popularno?? zdoby?a kinowa wersja z 2009 roku (re?. Guy Ritchie), w której w rol? g?ównego bohatera wcieli? si? Robert Downey Junior, a Watsona zagra? Jude Law. Prawdziwym hitem ostatnich lat sta?a si? serialowa ekranizacja przygód Sherlocka, osadzona we wspó?czesno?ci z brawurow? rol? Sherlocka autorstwa Benedicta Cumberbatcha. Sir Arthur Conan Doyle (1859-1930) - brytyjski pisarz, twórca postaci Sherlocka Holmesa - najbardziej znanego detektywa w historii literatury. Doyle mia? trudne dzieci?stwo, jego ojciec alkoholik i narkoman zn?ca? si? nad rodzin?. Matka, by utrzyma? rodzin? dorabia?a jako praczka. Arthur sko?czy? medycyn?, lecz od 1890 roku po?wi?ci? si? wy??cznie pisaniu. Jest znany przede wszystkim z utworów kryminalnych, cho? pisa? tak?e powie?ci historyczne, fantastyczno-naukowe i sensacyjne. Pasjonowa? si? tak?e spirytyzmem oraz badaniem historii antycznej Grecji. Jego najwa?niejsze dzie?a to: 'Pies Baskerville'ów', 'Studium w szkar?acie' oraz wielokrotnie ekranizowana powie?? 'Zaginiony ?wiat'. Co ciekawe, Sir Arthur Conan Doyle pojawia si? jako bohater literacki w wielu utworach, m.in. w powie?ciach 'Lista siedmiorga' i 'Spisek sze?ciu' Marka Frosta oraz 'Arthur i George' Juliana Barnesa, a tak?e w serii 'Kroniki Imaginarium Geographica' Jamesa Owena.
Weitere Infos & Material
I. Pan Sherlock Holmes
Pan Sherlock Holmes zwykl wstawac pózno, o ile nie czuwal przez cala noc, a zdarzalo mu sie to nieraz. Otóz owego dnia wstal wyjatkowo wczesnie. Jadl sniadanie. Stalem przy kominku. Schylilem sie i podnioslem laske, która nasz gosc zostawil wczorajszego wieczoru. Byl to kij gruby, z duza galka, utoczona z drewna; pod galka byla srebrna obraczka, a na niej napis: „Jakubowi Mortimerowi M. R. C. S. od przyjaciól C. C. H.”, pod spodem zas data: „r. 1884”. Taka laske staroswiecka, mocna, zapewniajaca bezpieczenstwo, zwykli nosic starzy lekarze.
— No, i cóz, Watson? Co pan myslisz o tej lasce? Jakie wyprowadzasz wnioski? — zapytal.
Holmes siedzial, odwrócony do mnie plecami; widziec mnie nie mógl, a ja zachowywalem sie tak cichutko, ze nie mógl domyslic sie, czym jestem zajety.
— Masz pan chyba oczy z tylu glowy… — rzeklem.
— Mam przed soba srebrny imbryk — odparl — ale powiedz mi, Watson, co myslisz o lasce naszego goscia? Skoro nie zastal nas w domu i nie wytlumaczyl celu swych odwiedzin, ta mimowolna pamiatka nabiera wielkiego znaczenia. Chcialbym tez wiedziec, jakie pojecie tworzysz sobie o tym czlowieku?
— Sadze — odparlem, trzymajac sie metody dociekan mojego towarzysza — ze doktor Mortimer jest lekarzem sredniego wieku, zazywajacym szacunku; dowodzi tego ów upominek pacjentów.
— Dobrze, wybornie! — pochwalil mnie Holmes.
— Sadze dalej, ze jest lekarzem prowincjonalnym i ze po wiekszej czesci odwiedza chorych pieszo.
— Dlaczego tak pan przypuszczasz?
— Bo laska, choc pierwotnie ladna, jest tak zniszczona, ze zaden lekarz miejski nie chcialby jej uzywac. Grube okucie zelazne starlo sie, co dowodzi, ze laska byla w czestym uzyciu.
— Sluszne rozumowanie — przytwierdzil Holmes.
— A dalej, napis od przyjaciól z C. C. H. swiadczy, ze lekarz niósl pomoc czlonkom jakiegos klubu mysliwskiego (Hunting Club).
— Istotnie, Watson, przechodzisz sam siebie — rzekl Holmes, zapalajac papierosa. — Musze przyznac, ze panskie wnioski sa sluszne. Mam pojetnego ucznia. Wyswietliles kilka punktów zupelnie ciemnych.
Nigdy jeszcze Holmes nie odzywal sie do mnie w sposób tak pochlebny. Cieszylem sie z jego uznania, na które od dawna juz usilowalem zasluzyc, stosujac jego metode badan w sprawach kryminalnych.
Po chwili milczenia, odebral mi laske i przypatrywal jej sie golem okiem. Nastepnie odlozyl papierosa, odszedl z laska do okna i poczal jej sie przygladac przez szklo powiekszajace.
— Ciekawe, bardzo ciekawe… — rzekl, wracajac na swoje ulubione miejsce przy kominku.
— Czy pan dopatrzyl sie jakiego nowego szczególu, mogacego sluzyc za wskazówke? — spytalem, spodziewajac sie, ze nic waznego nie uszlo mojej bacznosci.
— Zdaje mi sie, mój drogi Watsonie, ze prawie wszystkie twoje wnioski byly mylne. Pod jednym tylko wzgledem miales slusznosc, a mianowicie, ze posiadacz tej laski jest doktorem prowincjonalnym i ze duzo chodzi.
— A wiec nie omylilem sie?
— Na tym punkcie — nie.
— A na innych?
— Inne wywody byly falszywe. I tak, na przyklad, twierdzisz, ze laska jest darem jakiegos prowincjonalnego klubu mysliwskiego. Ja przypuszczam, ze ofiarowali ja lekarzowi pensjonariusze szpitala Charing Cross .
— Przyznaje, ze to jest prawdopodobniejsze. Jaki pan stad wyprowadza wniosek?
— Znana jest panu moja metoda badania. Zastosuj ja w praktyce.
— Moge to tylko wywnioskowac, ze przed osiedleniem sie na wsi, ten lekarz praktykowal w miescie.
— Sadze, ze mozemy posunac sie jeszcze dalej na drodze przypuszczen. Ten dar zostal wreczony w chwili, gdy doktor Mortimer opuszczal szpital, aby rozpoczac praktyke na wlasna reke.
— Prawdopodobnie.
— Jakiez mógl on zajmowac stanowisko w tym szpitalu? — albo lekarza ordynujacego, albo studenta-praktykanta. Zapewne to ostatnie, bo doktor szpitalny, z wyrobiona opinia i liczna praktyka, nie opuszcza zajmowanej pozycji, aby sie przesiedlac na prowincje. Doktor Mortimer opuscil szpital przed laty pieciu, jak to wskazuje data na lasce. W owym czasie ukonczyl zapewne uniwersytet, a wiec upada panski wniosek, iz jest czlowiekiem sredniego wieku. Doktor Mortimer ma lat trzydziesci niespelna, jest uprzejmym, dobrym, niezbyt ambitnym, roztargnionym. Ma psa troche wiekszego od jamnika, a mniejszego od wyzla.
Rozesmialem sie niedowierzajaco. Holmes zasiadl wygodnie w fotelu i puszczal kleby dymu.
— Nietrudno bedzie przekonac sie, który z nas dwóch ma racje — rzeklem, zblizajac sie do szafki bibliotecznej i wyjmujac z niej kalendarz z wykazem lekarzy angielskich oraz ich zyciorysem. Sposród wielu Mortimerów, jeden tylko mógl byc tym, o którego nam chodzilo. Odczytalem glosno:
„Mortimer Jakub, lekarz powiatowy w Grimpen, Dartmoor, hrabstwo Devsu. Byl studentem-praktykantem w szpitalu Charing-Cross od r. 1882 do 1884. Otrzymal nagrode Jacksona za studium z zakresu patologii porównawczej, zatytulowane: „Czy choroba jest zboczeniem?” Jest czlonkiem szwedzkiego Towarzystwa Patologicznego, autorem wielu artykulów, jako to: „Kilka przykladów atawizmu” (drukowany w „Lancet” w r. 1882), „Czy idziemy z biegiem postepu? („Dziennik Psychologiczny” 1883). Jest lekarzem powiatowym gmin Grimpen, Thorsley i High Barrow”.
— Widzisz pan, ze mialem slusznosc — rzekl Holmes. — Obstaje dalej przy moich hipotezach, ze doktor Mortimer musi byc uprzejmy, bo tylko czlowiek uprzejmy dostaje takie upominki od swoich pacjentów; ze nie jest ambitny, bo inaczej nie opuszczalby Londynu dla prowincji, i ze jest roztargniony, bo w razie przeciwnym, zamiast laski, zostawilby swój bilet wizytowy.
— Jakiez sa panskie wnioski co do psa?
— Jego pies zwykl nosic laske w zebach; poniewaz laska jest ciezka, wiec ja trzyma posrodku; w tym miejscu znac slady psich zebów. Zeby sa za duze na jamnika, za male na wyzla. To moze byc… tak, to jest pinczer.
Holmes przeszedl przez pokój i stanal we framudze okna. W glosie jego bylo tyle glebokiego przekonania, ze nie moglem sie wstrzymac, aby go nie zapytac?
— Skad taka pewnosc?
— Dla bardzo prostej przyczyny, ze mam tego psa przed oczyma; stoi za tymi drzwiami, a jego wlasciciel w tej chwili wlasnie do nich dzwoni. Prosze cie, Watson, nie wychodz z pokoju. Jest panskim kolega2, i panska obecnosc moze mi byc przydatna. Nadchodzi wazna chwila. Zblizaja sie kroki, które moga stanowic o przeznaczeniu — zlym czy dobrym — nie wiadomo. Ciekaw jestem, czego doktor Jakub Mortimer zazada od Sherlocka Holmesa, specjalisty od przestepstw kryminalnych… Prosze!
Do pokoju wszedl nasz gosc. Jego powierzchownosc zdziwila mnie bardzo. Nie wygladal na prowincjonalnego lekarza. Byl wysoki, szczuply, mial nos waski, wysuwajacy sie ostro spomiedzy oczu przenikliwych, zaslonietych ciemnymi okularami, w zlotej oprawie. Ubrany byl w dlugi, poplamiony surdut, spodnie mial wystrzepione. Choc jeszcze mlody wiekiem, byl juz przygarbiony; na jego twarzy malowala sie dobra wola wzgledem ludzi. Wchodzac, zobaczyl od razu laske w reku Holmesa i podbiegl ku niej z okrzykiem radosci.
— Tak sie ciesze! — zawolal. — Nie bylem pewny, czym ja zostawil tutaj, czy w biurze portowym. Gdybym ja zgubil, sprawiloby mi to wielka przykrosc.
— Wszak to prezent? — rzekl Holmes.
— Tak, panie.
— Od pensjonariuszy hotelu Charing Cross…
— Tak, od paru pacjentów. Dali mi ja na pamiatke mojego slubu.
— Szkoda — rzekl Holmes, sciskajac mu reke.
— Czego pan zaluje? — spytal doktor Mortimer ze zdziwieniem.
— Szkoda, ze pan rozproszyl moje wnioski — brzmiala odpowiedz. — A wiec powiadasz pan, ze to podarek slubny?
— Tak, panie. Ozenilem sie i dlatego musialem szpital opuscic; trzeba bylo zalozyc dom, postarac sie o praktyke samodzielna.
— No, i teraz zyskujesz pan sobie slawe na polu nauki — rzeklem.
— Wszak mam przyjemnosc mówic z panem Sherlockiem Holmesem?
— Nie, to mój przyjaciel, doktor Watson.
— Milo mi pana poznac. Slyszalem o panu nieraz. Pozwoli mi pan, panie Holmes, zbadac swoja czaszke. Od pierwszego rzutu oka spostrzeglem, ze jest niezwykla: zdradza zdolnosci, rzeklbym nawet — geniusz dedukcyjny. Taka czaszka bylaby ozdoba kazdego muzeum. Przyznaje, ze jej panu zazdroszcze.
— Jestes pan entuzjasta w swoim zawodzie, tak jak ja w swoim — odparl detektyw — ale sadze, ze nie przybywasz pan tu po raz wtóry jedynie w zamiarze zbadania mojej czaszki…
— Nie, panie, choc rad jestem, ze zdarza mi sie sposobnosc ku temu. Przybylem do pana, panie Holmes, bo uznaje wlasna niepraktycznosc, a jestem postawiony wobec bardzo trudnego zagadnienia. Poniewaz pan jestes drugim w Europie ekspertem w sprawach kryminalnych…
— Doprawdy? Czy wolno mi zapytac, kto jest pierwszy?
— W oczach czlowieka, przekladajacego teorie nad praktyke, pan Bertillion zajmuje niewatpliwie pierwsze miejsce.
— Wiec czemuz pan nie zwrócisz sie do niego?
— Powiadam, ze jest on pierwszorzedny powaga, jako teoretyk. Ale pan, jako praktyk, zajmujesz pierwsze w Europie — to niewatpliwe. Spodziewam sie, zem pana nie...




