E-Book, Polish, Band 1, 353 Seiten
Reihe: Finansista
Dreiser Finansista
1. Auflage 2022
ISBN: 978-87-28-48277-3
Verlag: Saga Egmont
Format: EPUB
Kopierschutz: 6 - ePub Watermark
E-Book, Polish, Band 1, 353 Seiten
Reihe: Finansista
ISBN: 978-87-28-48277-3
Verlag: Saga Egmont
Format: EPUB
Kopierschutz: 6 - ePub Watermark
Theodore Dreiser (1871-1945) - ameryka?ski powie?ciopisarze i dziennikarz, przedstawiciel naturalizmu w literaturze. Zafascynowany natur? i psychologi? ludzi niemoralnych, którzy jednak uparcie pr? do przodu i osi?gaj? swoje cele. Do jego najs?ynniejszych dzie? nale?? 'Siostra Carrie' i 'Tragedia ameryka?ska'. Dreiser wywar? ogromny wp?yw na kolejne pokolenia pisarzy, dzi? jest uznawany za jednego z gigantów literatury ameryka?skiej.
Weitere Infos & Material
Rozdzial pierwszy
Filadelfia, w okresie, kiedy urodzil sie tam Frank Algernon Cowperwood, byla miastem o przeszlo dwustu piecdziesieciu tysiacach mieszkanców. Miala wiele pieknych parków, powazne gmachy i historyczne pomniki. Wiele jednak z tego, co posiadamy dzisiaj i co on sam poznal pózniej, w owym czasie jeszcze nie istnialo — telegraf, telefon, pociagi pospieszne, parowce oceaniczne i poczta. Nie znano wówczas jeszcze znaczków pocztowych, nie znano listów poleconych. Nie znano tramwajów. Natomiast istniala armia omnibusów, a do dluzszych podrózy rozpowszechniajaca sie powoli kolej zelazna, której linie przewaznie polaczone byly jeszcze kanalami.
W czasie narodzin Franka ojciec jego byl skromnym urzednikiem bankowym; ale w dziesiec lat pózniej, gdy chlopiec zaczal obserwowac swiat wrazliwymi i niezmiernie zywymi oczyma, Henry Worthington Cowperwood, dzieki smierci prezesa, która pociagnela za soba awanse wszystkich urzedników, otrzymal zwolnione stanowisko pomocnika kasjera z bajeczna dla niego pensja trzech tysiecy pieciuset dolarów rocznie. Z radoscia zakomunikowal zonie, ze postanowil teraz przeprowadzic sie z Buttonwood Street nr 21 na New Market Street nr 124, do ladnego, trzypietrowego domu. Prawdopodobnie w przyszlosci beda mieli jeszcze ladniejsze mieszkanie, chwilowo jednak wystarczalo to. Pan Cowperwood byl losowi bardzo wdzieczny.
Henry Worthington Cowperwood byl czlowiekiem, który wierzyl tylko w to, co widzial, i który nie chcial byc niczym innym niz byl — bankierem, a raczej kandydatem na bankiera. Byl on typem charakterystycznym dla owych czasów: wysoki, chudy, niezmiernie skrupulatny, o wypielegnowanych, krótko przystrzyzonych bokobrodach, siegajacych niemal do dolnego konca ucha, o gladkiej, niezmiernie szerokiej wardze górnej, dlugim, prostym nosie i ostrym podbródku. Mial krzaczaste brwi, które nadawaly silniejszy wyraz jego zamglonym, szarozielonkawym oczom, i krótkie, uczesane z przedzialem wlosy. Jak wszyscy bankowcy owego okresu chadzal stale w tuzurku i cylindrze, a dlonie jego i paznokcie byly nieskazitelnie czyste. Zachowanie jego moglo uchodzic za surowe, chociaz wyplywalo to raczej z dobrego wychowania niz z nieuprzejmosci.
Poniewaz z ambitna troskliwoscia dbal o swoje sukcesy w interesach i zyciu towarzyskim, dobieral niezmiernie ostroznie ludzi, z którymi obcowal. W równej mierze obawial sie wypowiedziec jakies nierozwazne lub niepopularne zdanie, jak pokazac sie z czlowiekiem o zlej slawie, chociaz wlasciwie nie posiadal okreslonych pogladów politycznych. Nie byl ani zwolennikiem, ani przeciwnikiem zniesienia niewolnictwa, chociaz opinia publiczna bardzo sie tym zagadnieniem goraczkowala; wierzyl z glebi serca, ze na kolejach zelaznych mozna zarobic majatek, jesli sie tylko posiadalo potrzebny do tego kapital i owa dziwna zdolnosc pozyskiwania sobie zaufania bliznich, i nie bez powodu trapil sie na widok mnóstwa bezwartosciowych papierów, które stale naplywaly do jego banku, zakupywane po niskim kursie, a potem oczywiscie z zyskiem odprzedawane.
Cowperwood byl zatrudniony w banku Third National of Philadelphia, mieszczacym sie w centrum Filadelfii i w ogóle ówczesnej Ameryki finansowej, na Third Street, i obok swoich normalnych interesów zajmujacym sie takze maklerstwem. Istnialo wówczas mnóstwo wiekszych i mniejszych banków emisyjnych, które wypuszczaly banknoty o niepewnym i niewiadomym pokryciu, aby potem ze zdumiewajaca szybkoscia zawieszac wyplaty. Znajomosc tych przedsiebiorstw byla na stanowisku Cowperwooda szczególnie wazna, byl wiec niezmiernie ostrozny. Na jego nieszczescie brak mu bylo w duzej mierze dwóch wlasciwosci niezbednych dla kazdego, kto chce sie wybic: indywidualnosci i dalekowzrocznosci. Nie byl powolany, aby stac sie wielkim finansista, chociaz byl wybrany do sredniego powodzenia.
Pani Cowperwood byla powazna kobieta o jasnych, piwnych oczach i brunatnych wlosach; musiala byc niegdys bardzo ladna, z biegiem czasu stala sie jednak bardzo zasciankowata i zalekniona, a swoje obowiazki macierzynskie wobec trzech synów i córki traktowala bardzo powaznie. Chlopcy, którym przewodzil najstarszy, Frank, sprawiali jej zawsze wiele klopotów, gdyz walesajac sie po rozmaitych dzielnicach miasta niewatpliwie wpadali w zle towarzystwo, widzieli i slyszeli rzeczy, których widziec i slyszec nie powinni.
Juz majac dziesiec lat posiadal Frank Cowperwood nature przewódcy. W szkole powszechnej i pózniej w sredniej uchodzil za chlopca, na którego zdrowym rozumie mozna bylo polegac w kazdej sytuacji. Byl silny, dzielny, odwazny i bardzo wczesnie zaczal sie interesowac polityka i ekonomia, podczas gdy ksiazki nie pociagaly go zupelnie. Byl chlopcem slusznego wzrostu o uprzejmych, ladnych, energicznych rysach twarzy, wysokim czole i krótkich, ciemnobrunatnych wlosach. Zadawal zwykle pytania, swiadczace o wielkiej ciekawosci. Nigdy nie chorowal, jadl z apetytem i w zelaznej garsci trzymal braci. „Chodz tu, Joe!“ „Jazda, Ed!“ Rozkazy te wypowiadane byly bez gniewu, ale ze stanowczoscia, a Joe i Ed spelniali je bez szemrania. Od poczatku uznawali w bracie swego pana i mistrza i z nabozenstwem sluchali kazdego jego slowa.
Frank zastanawial sie stale, a wszyscy i wszystko wprawiali go w podziw, nie mógl sobie bowiem wyobrazic, w jaki sposób powstalo zycie i jak bylo urzadzone. Jak ludzie przyszli na swiat? Co tutaj robili? Kto stworzyl wszystko? Matka opowiedziala mu wprawdzie historie o Adamie i Ewie, ale on nie wierzyl w to.
W poblizu jego domu rodzicielskiego znajdowal sie rybny rynek, a kiedy chlopiec odwiedzal ojca w banku albo po lekcjach walesal sie z bracmi, zatrzymywal sie nieraz, aby ogladac najdziwaczniejsze zwierzeta morskie, jakie przywozili rybacy z zatoki Delaware. Kiedys zobaczyl malego plawikonika, osobliwe stworzonko, podobne troche do konia, kiedy indziej dretwe, której istote wyjasnialo odkrycie Beniamina Franklina.
Pewnego razu zobaczyl, jak do jednego naczynia szklanego wlozono homara i matwe, i byl swiadkiem dramatu, którego wspomnienie nie opuszczalo go przez cale zycie i w znacznej mierze przyczynilo sie do wyjasnienia mu sensu zycia. Z rozmów przechodniów dowiedzial sie, ze homar nie otrzymywal pozywienia, uwazano bowiem matwe za jego naturalny lup. Lezal wiec na dnie przezroczystego naczynia i nie mozna bylo wlasciwie powiedziec, czy skierowane na matwe czarne perelki jego oczu naprawde ja dostrzegaly. Matwa byla blada i rozlana, wygladala niemal jak slonina albo lój i poruszala sie tam i sam jak torpeda; widac bylo jednak, ze zaden jej ruch nie uchodzil oczom jej wroga....




