Grabinski | Demon ruchu | E-Book | www.sack.de
E-Book

E-Book, Polish, 182 Seiten

Grabinski Demon ruchu


1. Auflage 2013
ISBN: 978-83-7903-105-4
Verlag: Ktoczyta.pl
Format: EPUB
Kopierschutz: 6 - ePub Watermark

E-Book, Polish, 182 Seiten

ISBN: 978-83-7903-105-4
Verlag: Ktoczyta.pl
Format: EPUB
Kopierschutz: 6 - ePub Watermark



' Demon ruchu ' to zbiór najlepszych trzynastu 'kolejowych' nowel i opowiada? Stefana Grabi?skiego, mistrza grozy, nazywanego polskim Edgarem Allanem Poe i H.P. Lovecraftem. Autor stworzy? specyficzny rodzaj horroru, w którym groz? siej? op?tane wagony, opuszczone stacje kolejowe, b??dne poci?gi, a katastrofy kolejowe zbieraj? swoje krwawe ?niwo. Utwory Grabi?skiego s? nacechowane z jednej strony typow? dla dwudziestolecia mi?dzywojennego gloryfikacj? techniki i nowoczesno?ci, z drugiej za? tchn? groz? rzadko spotykan? i u wspó?czesnych pisarzy. Autor wykorzystuje klasyczne schematy op?tania, z?ych omenów, nawiedze? czy wreszcie demonów i duchów, wrzuca je do nowej rzeczywisto?ci i uzyskuje efekt znakomity i unikatowy.

Grabinski Demon ruchu jetzt bestellen!

Autoren/Hrsg.


Weitere Infos & Material


Glucha przestrzen. Ballada kolejowa   Pomiedzy Orszawa a Byliczem zregulowano przestrzen. Stalo sie to mozliwym dzieki zasypaniu mokradel nad Wiersza i przeprowadzeniu niwelacji pod tzw. „Uplazikiem”. Wskutek tego linia ulegla znacznemu skróceniu, gdyz pociag zamiast omijac bagnisty teren w wielkim, silnie na pólnoc wygietym luku szedl teraz po jego cieciwie, zmierzajac do celu prosto jak strzala. Skrót okazal sie ze wszech miar pozadanym. Ruch kolejowy zyskal znacznie na tempie, a okolica, dotychczas malaryczna z powodu bagiennych wyziewów, wkrótce przybrala charakter suchej, zdrowej równiny, która wnet pokryla sie bujna zielonoscia. Dawna przestrzen, okrezna, zwana teraz „glucha”, zamknieto i izolowano. Do rozebrania toru i usuniecia obiektów kolejowych zamierzala dyrekcja ruchu przystapic dopiero po pewnym czasie. Nie bylo z czym sie spieszyc; wiadoma rzecz: zburzyc latwo, zbudowac trudniej... Tymczasem w rok po oficjalnym zamknieciu starej linii zaszedl fakt dziwny i niespodziewany. Pewnego dnia zglosil sie u dyrektora odnosnego departamentu w Orszawie niejaki Szymon Wawera, wysluzony inwalida kolejowy i emerytowany konduktor, z prosba, by mu oddano pod opieke wylaczona z ruchu „glucha przestrzen”. Gdy mu dyrektor przedstawil, ze jest to zupelnie zbyteczne, bo petlice w najblizszych miesiacach rozbiora, i ze funkcja „budnika” w tych warunkach bylaby co najmniej iluzoryczna, jesli juz nie wprost smieszna, oswiadczyl Wawera, ze bedzie pilnowal starego toru calkiem bezinteresownie. – Bo prosze pana naczelnika – tlumaczyl goraco – w dzisiejszych ciezkich czasach to i na szyny ludzie sie lakomia. A szkoda bylaby wielka dla kolei, panie naczelniku, wielka szkoda. Prosze samemu obliczyc: tyle dobrego kutego zelaza! Tor tam przeszlo 12 km dlugi! Jest sie czym oblowic. A ja dopilnuje wiernie jak pies, panie naczelniku. Nie dam uszczknac ani jednego metra! Jakem stary konduktor Wawera! Centusia za to nie chce, ani zlamanego szelaga. Chocby mi pan dyrektor sam pchal do reki, nie wezme nic. Ja tak tylko z milosci wielkiej do zawodu i dla honoru chce byc budnikiem na „gluchej przestrzeni”. Dyrektor ustapil. – Ha, jesli juz tak koniecznie, i to bezinteresownie, pilnuj pan sobie tej linii do czasu. A zatem – dodal z usmiechem lekkiej ironii, uderzajac go po ramieniu – mianuje pana od dzisiaj dróznikiem „gluchej przestrzeni”. Wawera ze lzami w oczach uscisnal dlon zwierzchnika i wyszedl z biura szczesliwy jak nigdy. Nazajutrz objal „sluzbe”. Zabral ze soba z Orszawy pare gratów – mebelków, posciel, troche ksiazek i naczyn kuchennych, i spakowawszy to chude gospodarstwo na reczny wózek sprowadzil sie na nowe mieszkanie, którym miala odtad byc budka bylego dróznika wylaczonej z ruchu strefy. Byl to budynek niewielki, nadniszczony juz przez caloroczne zaniedbanie, lecz w dziwnie pieknym otoczeniu. Wcisnieta we wneke parowu, pare metrów nad poziomem toru, budka wygladala z daleka pod swym daszkiem z czerwonego lupku jak zaczarowana chatka z bajki. Maly lasek jodlowy wyrosly pólkolem na szczycie jaru ujmowal ja w opiekuncze ramiona i chronil od wichrów pólnocy. W wybite okna zagladaly zlote glowy sloneczników, przemycal sie szerokolistny lopian – w rynnach powyginanych fantastycznie legly sie piskleta jaskólek. Przed domem w ogródku zaroslym zielskiem na glucho oddawala sie wiatrom na wole samotna topola... Wawera u wstepu objal milosnym spojrzeniem nowa sadybe i zwawo zabral sie do porzadkowania i naprawek. A potrzebne juz byly bardzo, bo jego poprzednik opuscil posterunek jeszcze przed rokiem, po zamknieciu przestrzeni, i budka zdana na laske losu ucierpiala ogromnie od niepogody i ludzkiej chciwosci. Lecz Wawera nie stracil ducha i piorunem rzucil sie do roboty. Powstawial wybite lub pokradzione szyby, zalatal dziure w dachu, naprawil wywalone z zawiasów drzwi. Po tych najkonieczniejszych reparacjach przyszla kolej na dalsze: rekonstrukcje rozdrapanej prawie do cna podlogi i ustawienie brakujacych przesel w ogrodzeniu. Zabralo mu to pare dni czasu, bo musial wszystko robic sam, ale humoru nie tracil, lecz owszem pogwizdywal wesolo przy pracy jak szczygiel. Gdzies u schylku tygodnia, gdy juz robota byla na ukonczeniu, przyplatal sie don jakis bezpanski pies i zamieszkal pusta bude kolo drewutni za domem. Wawera chetnie przygarnal go do siebie, uwazajac zjawienie sie zwierzecia za dobra wrózbe na przyszlosc. Pierwsza niedziele na nowej placówce spedzil Wawera na modlitwie i rozmyslaniach. Wyciagnawszy sie po poludniu na zboczu wawozu opodal domu na trawie, wlepil oczy w majowy blekit nieba i zapadl w dluga zadume, z której obudzily go dopiero glosy dzwonów wieczornych plynace z Orszawy... Nazajutrz od rana rozpoczal wlasciwa sluzbe od przegladu powierzonej sobie przestrzeni. Petlica byla dosc dluga, bo przeszlo 12 km, i niemal od poczatku do konca szla glebokim, waskim parowem, którego sciany tworzyly rozstep szerokosci podwójnej wstegi torów. Budka dróznika wznosila sie mniej wiecej w polowie „gluchej przestrzeni”, w miejscu gdzie luk jej krzywizny wyginal sie najsilniej ku pólnocy. Rewia zajela Wawerze przeszlo piec godzin, bo prawa noga bedaca kikutem ponizej kolana przeszkadzala mu znacznie w chodzeniu. W koncu jednak zbadal dokladnie linie w jedna i druga strone i zadowolony z rezultatu wrócil do budki na posilek. Ostatecznie przestrzen nie przedstawiala sie najgorzej. W jednym tylko miejscu brakowalo kilku metrów szyny, lecz to mozna bylo jakos nadsztukowac. Nie swieci garnki lepia – pomyslal, krajac chleb i zapijajac go jakas imitacja barszczu. – Ludzie wstawiaja sobie zeby, czemuz bym ja nie potrafil wstawic kilkumetrowego kawalka szyny? I wstawil. Gdzies pod nasypem kolejowym, pod jakims kamiennym mostkiem wyszperal pare zardzewialych juz zelaznych sztab, oczyscil, przekul w ogniu przy nitach, przystosowal do reszty i zalatal szczerbe w torze do niepoznaki. Równie gladko poszlo z naprawa starej zwrotnicy i z wybitym okiem dwu latarn „stacyjnych” opodal budki. Wkrótce stawidlo funkcjonowalo jak za dawnych dobrych czasów, a w nocy, poczawszy od godziny siódmej, rozblyskiwaly latarnie milym, acz niklym troche swiatlem. Wawera dumny byl ze swego dziela i rozmilowanymi oczyma wodzil po swojej „straznicy”, po torze czysciutko utrzymanym i po lsniacych relsach. Nie mial nic do zarzucenia swojej przestrzeni. Wszystko tu bylo jak i gdzie indziej, na czynnych liniach. Byl bo i tor podwójny, i krótki tunel powyzej budki, a nawet blok, prawdziwy, w calym tego slowa znaczeniu blok z dzwigniami do przerzutów. Istnienie tego budyneczku o pare metrów od sadyby dróznika pasowalo wlasciwie placówke na „przystanek”. Jakoz byla tu rzeczywiscie przed laty mala stacyjka, przy której budnik spelnial równoczesnie funkcje naczelnika. Podobno nawet jeszcze na rok przed wylaczeniem petlicy zatrzymywaly sie tu czasem pociagi towarowe na mala chwile. Wiadomosc ta podniosla ogromnie w oczach Wawery znaczenie jego posterunku i donioslosc zwiazanych z nim zadan. Odtad zaczal traktowac swa budke jako przystanek i postanowil uczynic wszystko, azeby utrzymac go na wysokosci przeznaczenia. Totez otoczyl jak najtroskliwsza opieka blok i zawarte w nim obiekty, których strzegl jak oka w glowie. Chcac niejako umotywowac wobec siebie i drugich istnienie tego budynku i przywrócic mu dawna racje bytu, powielil tor przed blokiem o jedno odgalezienie szyn, które niewatpliwie niegdys musialo tu istniec, lecz pózniej jako zbedne zostalo usuniete. Poniewaz to ostatnie zadanie przechodzilo juz jego sily i zdolnosci techniczne, uciekl sie do pomocy jednego z kolejowych kowali z ogrzewalni stacyjnej w Byliczu, niejakiego Lusni, i pozyskawszy go paczka przedniego tytoniu, namówil do przywrócenia jego „stacji” jej dawnego wygladu. Kowal przeprowadzil restytucje odgalezienia wedle wskazówek dróznika i odtad zostal jego najserdeczniejszym przyjacielem. W godzinach wieczornych, wolnych od pracy, przychodzil Lusnia w odwiedziny do budnika i usiadlszy razem na belce pod blokiem lub na progu stacji, gawedzili pod nieszpór, cmiac fajki. Wtedy to wsród przyjacielskiej rozmowy, przy wtórze zasypiajacych koników polnych, rechocie bagiennych zab, przyszlo do wzajemnych zwierzen. Powoli wyszlo na jaw, ze Szymon Wawera nie zawsze byl w zyciu „sam jako ten palec”, ze mial niegdys mloda i piekna zone i pare dziatek o glówkach jasnych jak len, jedwabistych. Hej, minelo szczescie, minelo niewrotne! Zone uwiódl spanoszony bogacz, dzieci smierc zabrala. Odtad nikt go nie oczekiwal w pustym, zimnym domu, gdy powracal z tury... Potem przyszedl karambol pod Wola. Stracil...



Ihre Fragen, Wünsche oder Anmerkungen
Vorname*
Nachname*
Ihre E-Mail-Adresse*
Kundennr.
Ihre Nachricht*
Lediglich mit * gekennzeichnete Felder sind Pflichtfelder.
Wenn Sie die im Kontaktformular eingegebenen Daten durch Klick auf den nachfolgenden Button übersenden, erklären Sie sich damit einverstanden, dass wir Ihr Angaben für die Beantwortung Ihrer Anfrage verwenden. Selbstverständlich werden Ihre Daten vertraulich behandelt und nicht an Dritte weitergegeben. Sie können der Verwendung Ihrer Daten jederzeit widersprechen. Das Datenhandling bei Sack Fachmedien erklären wir Ihnen in unserer Datenschutzerklärung.