Roth | Rodzina Bernheimów | E-Book | www.sack.de
E-Book

E-Book, Polish, 195 Seiten

Roth Rodzina Bernheimów


1. Auflage 2017
ISBN: 978-83-8136-146-0
Verlag: Ktoczyta.pl
Format: EPUB
Kopierschutz: 6 - ePub Watermark

E-Book, Polish, 195 Seiten

ISBN: 978-83-8136-146-0
Verlag: Ktoczyta.pl
Format: EPUB
Kopierschutz: 6 - ePub Watermark



Asymilacja i proces utozsamiania sie czlowieka z obca ojczyzna ukazane z dwóch perspektyw: przez Nikolaja Brandeisa, który usilnie stara sie nie byc zaszufladkowany, oraz Pawla Bernheima, zyda, który utracil wlasna tozsamosc.

Roth Rodzina Bernheimów jetzt bestellen!

Weitere Infos & Material


Czesc pierwsza   Rozdzial I Przypominam sobie jeszcze czasy, kiedy to Pawel Bernheim zapowiadal sie na geniusza. Byl wnukiem handlarza koni, który zaoszczedzil sobie maly majatek, i synem bankiera, który juz nie umial oszczedzac, lecz któremu sprzyjalo szczescie. Ojciec Pawla, pan Feliks Bernheim, szedl przez zycie z beztroskim i pyszalkowatym obliczem i mial wielu wrogów, chociaz normalny stopien glupoty powinien byl zapewnic mu szacunek wspólobywateli. Jego niezwykle szczescie pobudzalo ich zazdrosc. Jak gdyby uwziawszy sie, by ich do ostatniej doprowadzic rozpaczy, los obdarzyl go pewnego dnia glówna wygrana. Ludzie glówna wygrana przewaznie zachowuja w tajemnicy, jak plame na honorze rodziny. Pan Bernheim jednakowoz podwoil swoje ostentacyjne lekcewazenie dla otoczenia; zredukowal i tak juz skapa liczbe uklonów, która zwykl byl codziennie rozdawac i zaczal ludziom, którzy mu sie klaniali, odpowiadac z obrazliwym i obojetnym roztargnieniem, jak gdyby w obawie, ze jego szczescie nie zostanie przyjete do wiadomosci z dostateczna zlosliwoscia. I nie dosc na tym. On, który dotad wyzywal jedynie ludzi, jal wyzywac przyrode. Mieszkal w obszernym domu ojca, niedaleko miasta, przy wielkim goscincu prowadzacym do jodlowego lasu. Posrodku starego ogrodu stal dom, pomiedzy drzewami owocowymi, debami i lipami. Byl na zólto pomalowany, mial czerwony, stromy dach i otoczony byl szarym murem wysokosci czlowieka. Drzewa stojace na skraju ogrodu sterczaly ponad murem i sklepieniem koron siegaly do srodka goscinca. Od dawnych czasów opieraly sie o mur dwie szerokie, zielone lawki. Znuzeni mogli tam spoczac. Jaskólki gniezdzily sie w domu, w letnie wieczory w listowiu drzew rozbrzmiewal swiegot – a dlugi mur, drzewa i lawki byly dobrym i chlodnym pocieszeniem, wsród goracego kurzu letniej drogi. A wsród gorzkich dni zimowych obiecywaly przynajmniej sasiedztwo ludzi. Pewnego dnia, w lecie, lawki znikly. Wzdluz i powyzej muru wznosilo sie nagie, drewniane rusztowanie. Stare drzewa w ogrodzie zostaly sciete. Mozna bylo slyszec trzask i lomot i ostatni poszum koron, które po raz pierwszy dotykaly ziemi. Mur upadl. Przez dziury i szczeliny drewnianego rusztowania widzieli ludzie ogolocony z drzew ogród Bernheimów, zólty dom oddany na pastwe gnusnego opustoszenia, i niechec ich ogarniala, jak gdyby to byl ich dom i ich drzewa, i ich mur. W pare miesiecy pózniej stal na miejscu zóltego domu ze szpiczastym dachem, nowy, bialy, lsniacy, z kamiennym balkonem opartym na wapiennych barkach Atlasa, z plaskim dachem, majacym przypominac Poludnie, z modna sztukateria miedzy oknami, z glówkami aniolów i maszkarami czartów pod dachem na przemian, oraz z pompatyczna wprost rampa, która bylaby godnym zajazdem dla sadu apelacyjnego, parlamentu lub wyzszej uczelni. Zamiast kamiennego muru stanela gesta siatka z szarego drutu z ostrymi kolcami, przeciw niebu, ptakom i zlodziejom. W ogrodzie mozna bylo zobaczyc okragle grzadki lub grzadki w formie serca, sztuczne trawniki z gesta, krótka i prawie ze niebieska trawa, watle krzaczki rózy podparte deszczulkami. Na srodku kazdej grzadki stal karzel z pomalowanej glinki. Karly mialy czerwone kapuzy, usmiechniete twarze, biale brody, a w drobnych raczkach trzymaly lopaty, rydle, mloty i polewaczki. Caly basniowy ludek z fabryki Grutzer i S-ka. Kunsztownie splecione sciezki wily sie jak weze pomiedzy grzadkami, które byly uslane zwirem, skrzypiacym juz przy ogladaniu. Jak daleko okiem siegnac nie bylo lawki. I chociaz przeciez stalo sie na dworze, odczuwalo sie w nogach zmeczenie na widok tej niespokojnej wspanialosci; jakby po kilkugodzinnej przechadzce po niej. Karly usmiechaly sie nadaremnie. Cienkie krzaczki rózy drzaly, bratki wygladaly jak malowana porcelana. Nawet gdy dlugi waz ogrodnika rozpylal krysztalowa wode, nie odczuwalo sie chlodu, a raczej przypominal sie delikatny, odurzajacy plyn, którym bileter kinowy skrapia odkryte glowy widzów. Nad balkonem polecil pan Bernheim umiescic slowa: Sans souci. Byly to zlote, zebate, trudno czytelne litery. Czesto mozna bylo widziec pana Bernheima spacerujacego pomiedzy grzadkami i gwalcacego wspólnie z ogrodnikiem przyrode. Slyszalo sie wówczas syczacy trzask nozyc i suche trzeszczenie malych zywoplotów, które swiezo co zasadzone, ledwie zaczely rosnac, a juz musialy zapoznac sie ze swoim regulaminem sluzbowym. Okna domu nigdy nie byly otwarte. Story przewaznie byly zapuszczone. Zdarzaly sie wieczory, kiedy poprzez zólte, geste firanki mozna bylo widziec przechadzajace sie lub siedzace cienie osób, kontury i swietlne wezly pajaka. Wtedy domyslano sie, ze w domu pana Bernheima odbywa sie uczta. Przebieg uczt miewal u panstwa Bemheimów jakas chlodna godnosc. Wino, które w ich domu podawano, nie wywolywalo odpowiedniego efektu, mimo ze bylo znakomitego pochodzenia. Gosc pil wino i stawal sie trzezwy. Pan Bernheim zapraszal z zamilowaniem kilku wlascicieli dóbr z sasiedztwa, kilku wojskowych, zawsze ludzi o wielkopanskich ambicjach, oraz wybrane jednostki przemyslu i finansjery. Respekt przed swoimi goscmi i obawa przed naruszeniem powagi, nie pozwalaly mu byc wesolym. Goscie wyczuwali niesmialosc gospodarza i zachowywali sie przez caly wieczór jak na wstepie, mianowicie poprawnie. Pani Bernheim nie rozumiala dowcipów sytuacyjnych, a w anegdotach nie znajdowala niczego zabawnego. Byla zreszta zydowskiego pochodzenia – a poniewaz anegdoty, które kursowaly pomiedzy goscmi, przewaznie zaczynaly sie od slów: „Pewnego razu Zyd siedzial w pociagu...”, czula sie pani Bernheim dotknieta i gdy tylko ktos czynil przygotowania do opowiadania malej historii, popadala w metne i zaklopotane milczenie. Obawiala sie, ze rozmowa zejdzie na Zydów. Pan Bernheim nie uwazal za stosowne rozmawiac z goscmi o swoich interesach. Oni znów uwazali, ze nie ma sensu donosic mu o gospodarce, o wojsku, o koniach. Niekiedy Berta, jedyna córka domu i dobra partia, grywala na fortepianie Chopina ze zwykla wirtuozeria lepiej wychowanych panien. Niekiedy tanczono u panstwa Bernheimów. W godzine po pólnocy goscie rozchodzili sie. Za oknami gasly swiatla. Wszystko spalo. Jedynie stróz, pies i karly w ogrodzie czuwaly. Pawel Bernheim udawal sie o dziewiatej godzinie na spoczynek, jak to przyjete jest u dobrze wychowanych ludzi. Mieszkal w jednym pokoju z mlodszym bratem Teodorem. Pawel czuwal dluzej i zasypial dopiero, gdy w calym domu panowala juz cisza. Byl wrazliwym chlopcem. Nazwano go „nerwowym dzieckiem” i wywodzono z jego wrazliwosci specjalne uzdolnienia. W mlodszych latach usilowal zdolnosci te wykazac. Gdy Bernheimom przypadla glówna wygrana, dwunastoletni Pawel wyposazony byl rozumem osiemnastoletniego mlodzienca. Nagla przemiana mieszczanskiego domu w dom bogaty z wielkopanskimi aspiracjami spotegowala jego przyrodzona ambicje. Wiedzial o tym, ze bogactwo i towarzyska pozycja ojca moga zdobyc dla syna potezne „stanowisko”. Nasladowal zarozumialosc ojca. Prowokowal kolegów i nauczycieli. Mial miekkie biodra, wolne ruchy, pelne, czerwone, na wpól otwarte usta i biale, drobne zeby, skóre o zielonawym polysku, jasne i prózne oczy ocienione dlugimi i bardzo ciemnymi rzesami, oraz dlugie, podniecajaco lagodne wlosy. W lawce siedzial niedbale, roztargniony, usmiechniety. Jego postawa zdradzala nieustannie zywa mysl: mój ojciec moze kupic cala szkole. Inni byli bezsilni i mali, oddani na pastwe przemocy szkoly. Jedynie on mógl szkole przeciwstawic potege ojca, jego anglosaskie sniadanie, jego ham-and-eggs z sokiem pomaranczowym, instruktora domowego, którego lekcje konsumowal codziennie po poludniu wraz z czekolada i keksami, piwnice z winami, powóz, ogród i karly. Czuc go bylo mlekiem, cieplem, mydlem, kapiela, gimnastyka pokojowa, lekarzem domowym i pokojówkami. Zdawalo sie, ze szkola i zajecia szkolne stanowily jedynie niewazna czesc jego dnia. Jedna noga stal juz w swiecie. Majac w uchu echo jego glosów, siedzial w klasie jak gosc. Utrzymywal ograniczone relacje z kolegami. Czasami przychodzil po niego ojciec. Przyjezdzal powozem na godzine przed zakonczeniem nauki. Nastepnego dnia przynosil Pawel swiadectwo od lekarza domowego. Wszelako niekiedy wygladalo, jak gdyby tesknil za przyjacielem. Ale nie znajdowal drogi. Zawsze pomiedzy nim a tamtymi stalo jego bogactwo. Mówil czasami: „Przyjdz dzis po poludniu do mnie – mój instruktor zrobi nam obu nasze wypracowania”. Lecz tylko rzadko którys przychodzil. Wymawial bowiem z naciskiem „mój instruktor”. Uczyl sie latwo i wielu rzeczy domysliwal sie. Czytywal pilnie. Ojciec urzadzil mu biblioteke. Mówil niekiedy, gdy to bylo niepotrzebne: „Biblioteka mojego syna!”. Albo do sluzacej: „Anna pójdzie do biblioteki mojego syna” – mimo ze innej w domu nie bylo. Pewnego dnia próbowal Pawel zrobic portret ojca na podstawie fotografii. „Mój syn ma frapujacy talent” – orzekl stary Bernheim – i poczal kupowac szkicowniki, kolorowe olówki, plótna, farby olejne, pedzle. Przyjal nauczyciela do rysunków i przebudowal czesc poddasza na atelier. Dwa razy w tygodniu, przed wieczorem, od piatej do siódmej godziny, cwiczyl Pawel ze...



Ihre Fragen, Wünsche oder Anmerkungen
Vorname*
Nachname*
Ihre E-Mail-Adresse*
Kundennr.
Ihre Nachricht*
Lediglich mit * gekennzeichnete Felder sind Pflichtfelder.
Wenn Sie die im Kontaktformular eingegebenen Daten durch Klick auf den nachfolgenden Button übersenden, erklären Sie sich damit einverstanden, dass wir Ihr Angaben für die Beantwortung Ihrer Anfrage verwenden. Selbstverständlich werden Ihre Daten vertraulich behandelt und nicht an Dritte weitergegeben. Sie können der Verwendung Ihrer Daten jederzeit widersprechen. Das Datenhandling bei Sack Fachmedien erklären wir Ihnen in unserer Datenschutzerklärung.