Woolrich | Kurtyna z czerni | E-Book | sack.de
E-Book

E-Book, Polish, 158 Seiten

Woolrich Kurtyna z czerni


1. Auflage 2022
ISBN: 978-87-28-13187-9
Verlag: SAGA Egmont
Format: EPUB
Kopierschutz: 6 - ePub Watermark

E-Book, Polish, 158 Seiten

ISBN: 978-87-28-13187-9
Verlag: SAGA Egmont
Format: EPUB
Kopierschutz: 6 - ePub Watermark



Czy kawa?ek odpadaj?cego tynku mo?e odmieni? czyje? ?ycie? Frank Townsend id?c ulic?, uderzy? si? w g?ow? i dozna? drobnych obra?e?, ale...Gdy wróci? do domu z przera?eniem stwierdzi?, ?e nie poznaje swojego mieszkania, ani nie pami?ta niczego z przesz?o?ci. Potem okaza?o si?, ?e ten dotkni?ty amnezj? m??czyzna jest ?ledzony i oskar?ony o morderstwo. Zaczyna si? rozpaczliwa walka Franka o przypomnienie sobie czegokolwiek z ostatnich 3 lat ?ycia i oczyszczenie si? z powa?nych zarzutów. Kim by?, zanim amnezja niczym czarna kurtyna przys?oni?a mu w?asn? to?samo?? i wiedz? o tym, co w ?yciu wa?ne? Ta powie?? kryminalna z 1941 r. doczeka?a si? adaptacji radiowych, teatralnych i filmowych na czele z cz??ci? serii The Alfred Hitchcock Hour pt. ,,The Black Curtain' w re?yserii Sydneya Pollacka (1962 r.). ,,Kurtyna z czerni' to lektura idealna dla mi?o?ników krymina?ów w stylu noir thriller. -Cornell George Hopley-Woolrich (ur. 4 grudnia 1903 w Nowym Jorku - zm. 25 wrze?nia 1968 tam?e) to ameryka?ski pisarz ?ydowskiego pochodzenia znany bardziej jako Cornell Woolrich lub pod pseudonimami William Irish i George Hopley. Studiowa? dziennikarstwo w Columbia University, gdzie w 1926 r. napisa? swoj? pierwsz? powie?? pt.'Cover Charge' porównywan? do dzie? F. S. Fitzgeralda. Krytycy literatury uznali Woolricha za czo?owego twórc? powie?ci suspensowej, za? wielbiciele jego twórczo?ci mawiali, ?e to ,,Hitchcock s?owa pisanego' lub ,,Edgar Allan Poe XX wieku'. Wiele jego opowiada? kryminalnych i powie?ci z gatunku noire fiction lub mystery thriller doczeka?o si? ekranizacji. Na mocy testamentu Woolricha jego maj?tek szacowany na 850 tysi?cy dolarów przeznaczono na stypendia dla m?odych pisarzy oraz studentów dziennikarstwa w Columbia University.

Cornell George Hopley-Woolrich (ur. 4 grudnia 1903 w Nowym Jorku - zm. 25 wrze?nia 1968 tam?e) to ameryka?ski pisarz ?ydowskiego pochodzenia znany bardziej jako Cornell Woolrich lub pod pseudonimami William Irish i George Hopley. Studiowa? dziennikarstwo w Columbia University, gdzie w 1926 r. napisa? swoj? pierwsz? powie?? pt.'Cover Charge' porównywan? do dzie? F. S. Fitzgeralda. Krytycy literatury uznali Woolricha za czo?owego twórc? powie?ci suspensowej, za? wielbiciele jego twórczo?ci mawiali, ?e to ,,Hitchcock s?owa pisanego' lub ,,Edgar Allan Poe XX wieku'. Wiele jego opowiada? kryminalnych i powie?ci z gatunku noire fiction lub mystery thriller doczeka?o si? ekranizacji. Na mocy testamentu Woolricha jego maj?tek szacowany na 850 tysi?cy dolarów przeznaczono na stypendia dla m?odych pisarzy oraz studentów dziennikarstwa w Columbia University.
Woolrich Kurtyna z czerni jetzt bestellen!

Weitere Infos & Material



Na poczatku wszystko bylo zamazane. Potem poczul gmerajace wokól niego dlonie, mnóstwo dloni. Wlasciwie nie dotykaly jego; dotykaly przedmiotów, które go dotykaly. Czul je tylko posrednio. Odrzucaly male, lezace luzem przedmioty takie jak kawalki zaprawy czy fragmenty cegiel, które zdawaly sie przykrywac go calego. Z kazda minuta ich ubywalo.

Nastepnie uslyszal przytlumiony glos: — Jest juz karetka.

— Przeniescie go tutaj, tu beda mieli do niego lepszy dostep — odpowiedzial inny glos.

Poczul, ze go podniesiono i znowu polozono. Próbowal otworzyc oczy; za pierwszym razem wpadlo do nich mnóstwo piasku i pylu, od których ból od razu zamknal mu je z powrotem. Udalo mu sie przy drugiej próbie. Uderzyl go oslepiajacy widok blekitnego nieba. A dookola blekitu spogladaly na niego, do góry nogami, jakies twarze.

Poczul, ze ktos rozchyla mu plaszcz i koszule, a potem naciska boki. — Wszystkie zebra cale. — Ktos zginal jego rece, a potem nogi. — Wszystkie kosci cale. Wykpil sie tanim kosztem. Ma tylko ten paskudny guz na glowie.

Uniesiono mu tulów do pozycji siedzacej, przy czym z wlosów posypal mu sie tynk czy cos w tym rodzaju.

— No dobra, bracie, zalozymy opatrunek i to powinno zalatwic sprawe — powiedzial lekarz.

Musnal skaleczenie czyms, co zapieklo i sprawilo, ze czlowiek az podskoczyl. A potem cos na ranie przykleil. — W porzadku, teraz juz chyba moze pan wstac.

Pomogli mu sie podniesc; poczatkowo wyciagal reke i trzymal sie jednego z nich, by nie upasc. Po chwili mógl juz stac sam.

— Chce pan sie z nami zabrac do szpitala i dac sie przebadac? — spytal lekarz, zamykajac walizke.

— Nie, nic mi nie jest — odparl. Chcial isc do domu. Na pewno juz pózno. Virginia bedzie na niego czekac. Nie lubil sie spózniac.

— W porzadku, ale gdyby sie pan poczul gorzej, niech pan lepiej przyjdzie i da sie obejrzec.

— Dobrze — zgodzil sie — tak zrobie.

Przepchal sie do nich policjant z otwartym notesem. — Panskie nazwisko i adres prosze — powiedzial.

— Frank Townsend — odparl bez wahania. — Rutherford Street 820, Pólnoc.

To bylo wszystko. Karetka zdazyla juz z brzekiem odjechac. Policjant odwrócil sie i idac, konczyl spisywac raport. Jedynymi pozostalymi jeszcze sladami tego, co zaszlo, byly kupka gruzu na chodniku i poszarpana szczerba w dachu wienczacym budynek tuz obok. Gesta gromadka zebranych dokola gapiów zaczela sie przerzedzac i rozpraszac. Townsend odwrócil sie i zaczal sie przez nia przebijac.

Dwunastoletni mniej wiecej wyrostek zawolal za nim: — Ej, pana kapelusz! Podnioslem go dla pana.

Townsend zawrócil i odebral kapelusz, otrzepal pobieznie z kurzu i odwrócil, by go zalozyc. Nagle znieruchomial, wpatrujac sie w jego wnetrze. Na opasce mial wyszyte inicjaly „DN”.

Pokrecil glowa i próbowal zwrócic go dzieciakowi. — Skad go wziales? Nie jest mój...

— Jasne, ze pana! Widzialem, jak sie panu stoczyl z glowy, kiedy pan upadl!

Townsend z powatpiewaniem omiótl wzrokiem zasmiecony chodnik i przylegajacy do niego rynsztok, ale w zasiegu wzroku nie bylo zadnego innego kapelusza.

Dzieciak przygladal mu sie spode lba. — Nie poznaje pan wlasnego kapelusza?

Niektórzy dorosli sie zasmiali. Nadal stali dokola, gapiac sie na niego. Chcial stamtad uciec. Wciaz czul sie slabo po wypadku. Chcial isc do domu. Nalozyl kapelusz, a ten lezal jak ulal. Dawal to wymowne odczucie, ze juz setki razy byl na jego glowie.

Nie zdjal go juz i ruszyl ulica, wiedzac jednak, ze ma na glowie cudzy monogram.

Rozejrzal sie dokola, nie rozumiejac, co tutaj robil, a przede wszystkim co sprowadzilo go w te okolice. Byl w slumsach, na ulicy pelnej ludzi i przecinanej pchanymi recznie Wózkami. Dostal jakies polecenie z biura? Zalatwial cos dla Virginii? Cokolwiek to bylo, wstrzas spowodowany wypadkiem zupelnie wybil mu to z pamieci. Skrecil, przechodzac pod tabliczka z nazwa ulicy, „Tillary Street”, i gdy byl juz za rogiem, siegnal z roztargnieniem do kieszeni po papierosa, nie przerywajac marszu w strone domu.

Zamiast znajomej taniej, zgniecionej paczki, która za kazdym razem zwykle nosil calymi dniami, póki doslownie nie podarla sie na kawalki, wyciagnal lsniaca emaliowana papierosnice zdobiona zlotem, migoczaca do niego zjadliwym blaskiem.

Upuscil ja, jakby go ugryzla. Dlugie minuty wpatrywal sie w nia tam, gdzie lezala. W koncu pochylil sie, podniósl drzaca reka, otworzyl i obejrzal. Papierosy, którymi ja napelniono, nie byly nawet jego ulubionej marki. Wewnatrz ani na zewnatrz nie bylo zadnej inskrypcji, niczego, co mogloby zdradzic, do kogo ona nalezy ani skad ja ma.

Wlozyl ja z powrotem do kieszeni i zmusil sie, by isc dalej. Bal sie stac tam zbyt dlugo i pozwolic sobie za bardzo na rozmyslania. Powietrze tuz nad jego glowa przepelniala dziwna groza i bal sie przyciagnac ja pelna sila, tak jak ludzie boja sie przyciagnac piorun. Chcial dotrzec do domu, teraz bardziej niz kiedykolwiek.

Musial wsiasc do autobusu, tak daleko zboczyl z drogi. Cala podróz przebyl tak jakby w cieniu, chociaz wnetrze bylo dobrze oswietlone.

Wysiadl, skrecil i w koncu jego oczom ukazal sie znajomy widok Rutherford Street. Z trudem szedl ulica w kierunku mieszkania. Juz tylko kilkoro drzwi i bedzie w domu. Mimo ze ulica byla znajoma, wygladala jakby troche inaczej. Tu i tam zmienily sie chyba jakies szczególy, ale nie potrafil powiedziec, które konkretnie. Widzial te same, znane z widzenia dzieciaki, zajete zabawa; wszystkie wydaly mu sie jakby wieksze.

Dojrzal tuz przed soba swój dom, a gdy do niego dotarl i skrecil do drzwi, nagle zatrzymal sie, zesztywnial ze stopa na najnizszym schodku. Twarz mu stezala w spojrzeniu na jego wlasne okna na drugim pietrze, po lewej. Co sie stalo od dzisiejszego poranka? Co, na Boga, tutaj zaszlo?

Zaslony znikly...



Ihre Fragen, Wünsche oder Anmerkungen
Vorname*
Nachname*
Ihre E-Mail-Adresse*
Kundennr.
Ihre Nachricht*
Lediglich mit * gekennzeichnete Felder sind Pflichtfelder.
Wenn Sie die im Kontaktformular eingegebenen Daten durch Klick auf den nachfolgenden Button übersenden, erklären Sie sich damit einverstanden, dass wir Ihr Angaben für die Beantwortung Ihrer Anfrage verwenden. Selbstverständlich werden Ihre Daten vertraulich behandelt und nicht an Dritte weitergegeben. Sie können der Verwendung Ihrer Daten jederzeit widersprechen. Das Datenhandling bei Sack Fachmedien erklären wir Ihnen in unserer Datenschutzerklärung.